Miłość jest piękna dla każdego, kto ma piękną duszę.
środa, 11 listopada 2009
Nowości.
Z nowości:
W weekend miałam gości, którzy przyjechali o weekend za wcześnie. Na szczęśnie nie pojechałam do domu!! Przeorganizowanie wszystkiego w dwie godziny na szczęście udało się. Dziewczyny miały gdzie spać i co jeść, rozrywki też jakieś się znalazły więc mam nadzieję, że nie było źle ;)
Byłam w szoku, że można iść sobie spokojnie ulicą i nagle z dachu może spaść na Ciebie 30kg! Takie ciekawostki zdarzają się w Poznaniu...
Październik był dla mnie miesiącem teatru. Byłam na kilku nowych przedstawieniach przy okazji oprowadzania rodzinki po stolicy, ale również dlatego, że zaczełam pracę w teatrze! Nowo otwarty prywatny warszawski teatr Kamienica to miejsce, gdzie często bywam. Praca świetna, bo sama ustalam sobie dni i od czasu do czasu oglądam spektakle za darmo ;)
Pomału zaczynamy pisanie pracy licencjackiej. Dacie wiare? Bo ja nie mogę uwierzyć, że to już.
Problemy z którymi nie umiem sobie poradzić, po prostu odkładam.
Oddalam w czasie z nadzieją, że pewniego dnia już ich nie będzie.
Aha... i od dwóch dni mam 21 lat. Ale w sumie to się cieszę ;)
poniedziałek, 05 października 2009
Po Warszawsku- dupą po piasku.
Znów Warszawa. Cieszę się, że znów tu jestem, choć przekonuje się, że to chyba nie jest moje miasto. To nie jest moje miejsce w życiu.
Miałam plany, żeby na wakacjach częściej tu bywać, ale jak to z planami. Nie wyszło.
Nie chcę zmarnować tego czasu póki tu jeszcze jestem. Mogę i chcę (przynajmniej na razie ;)) robić dużo więcej niż teraz. Dodatkowe zajęcia, basen, może jakaś dorywcza praca czy staż. Myślę nad tym i Oby na myśleniu się nie skończyło!!!
Doszłam do wniosku, że w ogóle nie piszę tutaj o moich bliskich, o osobach z którymi spędzam czas. Pewnie dlatego coraz rzadziej pojawiają się nowe notki. Bo nie mam o czym pisać. Postaram się to zmienić.
Czas na rozpakowywanie i sprzątanie gniazda.
niedziela, 20 września 2009
Swoboda.
Nareszcie nauczyliśmy się normalnie rozmawiać naszą trójką. Nie czuć już skrępowania. Nie chcemy wychodzić z pokoju z byle pretekstem, żeby tylko uciec i nie czuć, że kogoś tam przy stole brakuje. Nie wspominamy w myślach, jak było fajnie, gdy jeszcze niedawno rozmawialiśmy we czwórkę w tym samym miejscu. Swobodnie czujemy się w swoim towarzystwie, bez wyrzutów sumienia śmiejemy się. Patrzymy sobie w oczy, bez najmniejszego problemu.
Tyle czasu minęło, a my dopiero teraz jesteśmy w tym miejscu. Ale Grunt, że nareszcie dotarliśmy.
piątek, 11 września 2009
Jest moja prawda, twoja prawda i gówno prawda.
Po przeczytaniu notki na blogu, na który często wchodzę, wróciło do mnie pytanie czy chciałabym stanąć oko w oko z osobą odpowiedzialną za śmierć Tomka.
Praktycznie rzecz biorąc, jest to chyba nie możliwe, bo do tej pory nikt nie został ukarany za to co stało się pamiętnego 5 sierpnia 2006r na dworcu w Katowicach. Ślad był, ale zatarł się gdzieś na drodze ślectwa. W tym wypadku raczej nic już się nie zmieni...
Ale teoretycznie, jakbym spotkała się z tą osobą/osobami? Jak bym zareagowała? Rzuciłabym się na niego z pięściami czy odwróciła zwrok nie chcąc na niego patrzeć? Wykrzyczałabym mu w twarz to wszytko co o nim myślę, wygarnęłabym cały ten koszmar który przeżyłam czy wogle bym się nie odezwała?
Co bym zrobiła gdybym spojrzała mu w oczy?
Wmawiam sobie, że wybaczyłam, że to jest już za mną. Pamiętam, ale to mnie już nie dotyczt.
Ale to gówno prawda.
piątek, 28 sierpnia 2009
I po sierpniu.
Sierpnień minął niewiadomo kiedy. Przez ten czas nie wydażyło się nic ciekawego po za rannym (hehe po 9 ;)) wstawaniem do redakcji i jednej wycieczki do Lwowa.
Lwów piękny, choć zaniedbany i bardzo biedny. Niektóre kamienice, bliżej starego miasta pięknie odnowione, choć są takie miejsca których wolałoby się nie oglądać. Syrenki, Wołgi czy też inne prawie przedwojenne samochody na drogach to codzienność. I jaka radość w rodzinie, że jest samochód! Drogi z ogromnymi wyrwami w asfalcie (oni patrzą na to pozytywnie i cieszą, że mają wylany asfalt na głównej drodze...) Mało widzieliśmy przez te dwa dni, ale widać że Lwów to Polskie miasto, ze swoim wspaniałym klimatem i urokiem którego nie powstydziłby się Kraków. Warto odwiedzić Lwów, choć czasem na granicy stoi się strasznie długo W naszym przypadku 5 godzin....
Bieda wśród Ukrainów aż piszczy. Wynagrodzenie średnio zamorznego człowieka na Ukrainie to koło 400zł, mniej niż 100$.
Po za tym połowe tej sumy wydają na łapówki!. Na Ukrainie da się załatwić dosłownie wszystko! Zależy to tylo od sumy w kopercie. Żeby kupić bilet kolejowy, na to żeby dostać się do dentysty, za wszystko daje się w łapę
Dla Ukrainców Polska jest jak dla nas Ameryka. Inny świat.
Jak na XXIw i organizację euro 2012 za trzy lata to dość słabo.
Tym czasem kilka zdjęć
 kamienica w centrum miasta    Samochód jak marzenie.
środa, 05 sierpnia 2009
5 sierpnia po raz trzeci.
Trzy lata temu, przeżyłam koszmar z którego tak naprawdę do dziś porządnie się nie otrząsnełam.
Żyje, bo żyć trzeba. Musze, bo jakby inaczej. Dbam o rodziców, o siebie, swoją przyszłość, ale Tomka śmierć jest zawsze dwa kroki za mną. Co by się nie działo, myślę i wyobrażam sobie jakby to było jakbyś był... Jakbyś żył Tomek.
W tym roku sama w sobie zupełnie inaczaj przeżywam tą rocznicę. Od kilku dni myślami jestem trzy lata do tyłu. Godzina za godziną przypominam sobie ostatni telefon. Boże, jak ja się cieszyłam, że za chwilę Cię zobaczę.
Zniknąć na jeden dzień....
Wymazać z kalendarza. Żeby 5 sierpnia nie istniał. Nigdy więcej.
niedziela, 26 lipca 2009
Dzień za dniem
Odpoczełam już psychicznie i fizycznie. Mogłabym znów gdzieś ruszyć cztery litery, ale teraz nie na to czas...
Może w połowie sierpnia uda mi się wyrwać z Zamościa na kilka dni...
W sumie wszystko po staremu. Jedna sprawa ma się troszkę gorzej i chyba pewnie rzeczy już za mną, ale o dziwo nie przyjęłam tego z wielką pustką w sercu. Tak chyba musiało być.
Codziennie rano ganiam do redakcji i nawet mi się to podoba!
Muszę wkońcu zrobić badania krwi... Nie wiem czemu nie mogę się za to zabrać...
Pomału udoskonalam moje marzenia i planuje następne wakacje. Jest co planować... Układam w głowie, kombinuje skąd wziąć na to kasę i cieszę się samą myślą o tym, że to może być prawdziwe... Mam nadzieję, że wyprawa za wielką wodę z czasem będzie się urzeczywistniała, a pozostawała jedynie w formie marzeń w mojej głowie.
5 sieprnia zbliża sie wielkimi krokami...
piątek, 10 lipca 2009
Śmierć najmocniej boli, gdy przychodzi za wcześnie...
Bo najgorsze, gdy niespodziewanie odchodzą młodzi ludzie. Zaburza to cały rytm funkcjonowania. Całkowicie wbrew naturze człowieka...
Znałyśmy się długo z widzenia, ale nigdy nie miałyśmy większego kontaktu... Jej brat przyjaźnił się z moim bratem, pewnie dlatego gdy zmarł Tomek, zaczeła mnie unikać i przestałyśmy ze sobą rozmawiać...
Teraz ja spotykając jej brata na ulicy, nie będę wiedziała jak się zachować. I mimo, że powinnam wiedzieć, to nie mam pojęcia....
poniedziałek, 29 czerwca 2009
Pooolska! Biało-czerwoni!
Moja twarz przypomina Narodową Flagę Polski. Bo jak się leży na plaży w Mielnie i cieszy się, że wcale nie jest tak gorąco, że leży się że wietrzyk fajnie chłodzi to na pewno i to NA PEWNO się nie opale, ba! tym bardziej na twarzy!!!! Okularki przeciwsłoneczne na nosie, zero balsamu do opalania, książka do czytania na kolanach... No po prostu żyć nie umierać! Jakby głupota umiała fruwać byłabym na co najmniej kilkunastym piętrze.... Szykuje się długa noc....
wtorek, 09 czerwca 2009
Zamość
W Zamościu, jak to w Zamościu. Życie płynie o wiele wolniej niż w stolicy. Korzystam z uroków wakacji, póki jeszcze mam na to czas i możliwości. Od 6 lipca zacznie się ranne wstawanie, kiedy to trzeba będzie pędzić do pracy! Tak, idę do pracy. Będę robiła to samo co w tamtym roku przez dwa tygodnie, z tą malutką różnicą, że troche dłużej i za pieniądze. Kurcze, niektórzy moi znajomi nie umieją zliczyć swoich dotychczasowych prac, a ja w wieku 21 lat czuje się jak dziecko idąc do swojej pierwszej firmy.
Z innej beczki.
Byłam dziś oddać krew, ale niestety, hemoglobina za niska, plus zlecone dodatkowe badania. No nic tylko rozchorować się na lato.
wtorek, 02 czerwca 2009
This is it.
Jutro kino. Czwartek egzamin, ostatnie wpisy i wielkie pakowanie. Piątek po południu jazda do domu! Do Zamościa! ;)
Tato jest na urlopie więc wsiądzie w srebrną strzałę i przyjedzie po mnie i cały ten majdan do zabrania. Pierwszy raz zaszczyci mnie swoją obecnością w Warszawie. Aż dwa lata musiałam czekać na ten dzień... ;)
Tak.... Dwa lata studiów już za mną.... Zdumiewające!!
Przez ten czas poczułam co to znaczy samodzielność i odpowiedzialność za siebie. Poznałam kilka fantastycznych osób, z którymi przeprowadziłam wiele ciekawych dyskusji i bezsensownych konwersacji. Śmiałam się z nimi do łez i debilnych żartów. Chodziłam z nimi nocą po Warszawie jedząc kebaby i korzytając z uroków mieszkania w stolicy. Przeczytałam kilkadziesiąt książek, które mimo, że mnie nie zachwyciły, to na pewno zmusiły do myślenia i zmiany światopoglądu. Przeleżałam kilkanaście bezsennych nocy słuchając muzyki, wspominając i dręcząc się wyrzutami sumienia. Obejrzałam z setke filmów, przy których płakałam w duchu i śmiałam się w głos. Wipiłam kilkadziesiąt win zaliczając przy tym tylko dwa bóle głowy! Przeprowadziłam całą masę ciekawych rozmów, dzięki którym wiem więcej i więcej rozumiem. Nauczyłam się wielu ciekawych rzeczy. Zachwycałam się nowopoznanymi piosenkami, nutami które zawszę będą kojarzyły mi się z osobami, miejsami i studiami w Warszawie. Nie zliczę ile litrów kawy wypiłam w tym czasie....
***
Poznałam jedną wyjątkową osobę, dzięki której Warszawa w ciągu wakacji będzie mnie gościła częściej niż rok temu...
sobota, 30 maja 2009
rewolucja!!
Ku wielkiej radości mojej mamy, nie sprzedajemy domu. Przynajmniej nie w tym roku.
Z jednej strony to dobrze. Rewolucja życiowa została przełożona na jakiś czas, ale z drugiej, to przyzwyczaiłam się do świadomości, że niedługo pożegnam się z Kraushara i przeniosę się do swojego mieszkanka.
No niestety jakiś czas będę musiała jeszcze poczekać.
W związku z tym, że nie wyprowadzimy się z domu tak szybko, to robimy wielki remont Tomka pokoju.
No i tak rewolucja.
Nawet bez przeprowadzki.
Dopisane:
Od jakiegoś tygodnia nie ma Milki. Zwiała mamie w drodzę do weterynarza. Ogłoszenia porozwieszane po całym osiedlu niestety nic nie dały...
Dziś dowiedziałam się od mamy, że jakieś dzieciaki widziały rozjechanego czarnego kota....
Tym niezbyt optymistycznym, a raczej dołującym akcentem, kończę.
czwartek, 28 maja 2009
Sesyjnie
Sesja w tym roku wyjątkowo lajtoowa.
Prawie w ogóle nie mam egzaminów, za to strasznie dużo projektów do zrealizowania. Siedzę całymi dniami w monitorze, pisząc, tworząc, układając, formatując, obrabiając, wyszukując informaji i sklejając wszystko w całość. Mimo to, o wiele bardziej podobają mi się takie formy zaliczenia niż siedzenie w książkach. Muszę znać zagadnienia z całego roku bo na tym opierają się prace zaliczeniowe, ale stosuje je w praktyce, a nie jedynie wkuwam regółki.
Nie mogę uwierzyć, że to już końcówka roku akademickiego.... Nie mam pojęcia kiedy zleciały te wszystkie miesiące... No po prostu nie mam pojęcia!
Zeszły rok jakoś wolniej leciał, nie gonił na złamanie karku, a ten...? Nie mam pojęcia kiedy minął...
Plany wakacyjne już prawie ułożone... ;) Zostaje mieć nadzieje, że nic nie wybuchnie i wszystko potoczy się zgodnie z planami ;)
Wszystko tak dobrze się układa... Niech mnie ktoś uszczypnie i powie że to nie jest sen... ;)
czwartek, 14 maja 2009
Spontanicznie
W środę po południu zasiadłam przy laptopie. Dopiero co wróciłam z zajęć, położyłam torbę z obiadem na stole w kuchni, w celu rozmrożenia ;)
Zapowiadał się nudny wieczór. Spokojny z książką w ręku, z projektami do zrobienia na uczelnie. Zrobiłam kawkę, odebrałam pocztę i takie tam pierdoły. W między czasie Odebrałam dwa telefony, wykonałam ze trzy i....
dwie godziny później byłam już w drodze do Zamościa!
Popsułam sobie sama niespodziankę, o której nie wiedziałam, ale to pewnie da się jeszcze nadrobić ;)
Nie idę jutro na wykład, może świat się nie zawali. Projekty i film na zaliczenie będę robić na złamanie karku nie mam pojęcia kiedy, ale może się uda.
Grunt, że jestem w domu. Na prawdę dobrze, że przyjechałam.
Mama trochę w gorszej kondycji psychicznej. Często zamyślona, nie słyszy co się do niej mówi, znów zaczęła palić.
Tato z chorym kręgosłupem. Ledwo chodzi, ale mimo to wlecząc się, trawę skosić musiał. No musiał! nie było innej opcji!
Niedługo już wakacje i dużo wolnego czasu.
Trzeba ruszyć ta moją rodziną! Trzeba coś zrobić, zmienić.... Bo jeśli taka sytuacja potrwa dłużej, może być tylko gorzej.
poniedziałek, 04 maja 2009
dłuuuugi weekend
Ostatnio dużo dzieje się w moim życiu.
Dużo przemyśleń, ciekawych rozmów, radosnych oczu i śmiechu na twarzy bez konkretnego powodu. Pierwszy raz od Tomka śmierci zaczęłam żyć z myślą o sobie. I tak fantastycznie się z tym czuje!
Pierwsz raz od baaardzo długiego czasu, czuje radość z małych, mało istotnych rzeczy.
Nareszcie puściły sznurki, które krępowały moje myśli i ruchy.
Głęboko odetchnęłam świeżym, zdrowym powietrzem. Boże, co za cudowne uczucie!
***
Długi weekend nieoczekiwanie i nieplanowo spędziłam w Warszawie. A to wszystko za sprawą Oskara, dwumiesięcznego synka mojej siostry ciotecznej Ani. W sobotę był chrzest wyżej wymienionego pana O. a mnie kopnął olbrzymi zaszczyt zostać mamą chrzestną :D
Lubie takie spędy rodzinne. Chyba jako nieliczna z moich bliskich.
Długo niewidziani fajni ludzie, interesujące rozmowy, kupa śmiechu i wzruszeń. I serio, nie było drętwo ani nieswojo.
Następny weekend zapowiada się ciekawie bo mam zapowiedzianego gościa! ;)
***
Pamiętacie jak wspominałam kiedyś o tym, że mogłabym kogoś spotkać i nie spławiać go na samym początku??
Po wstępie można się domyślić, że właśnie jakiś ktoś pojawił się na horyzoncie... ;)
Powiem więcej, nie mam najmniejszego zamiaru go spławiać! :D
***
A miłym rozmowom nie było końca....
|
|
|
<
|
Listopad 2009 |
>
|
|
| Pn |
Wt |
Śr |
Cz |
Pt |
So |
N |
|
|
|
|
|
|
|
1
|
|
2
|
3
|
4
|
5
|
6
|
7
|
8
|
|
9
|
10
|
11
|
12
|
13
|
14
|
15
|
|
16
|
17
|
18
|
19
|
20
|
21
|
22
|
|
23
|
24
|
25
|
26
|
27
|
28
|
29
|
|
30
|
|
|
|
|
|
|
Zakładki:
Często słucham...
Często wracam....
Często zaglądam
Księga gości
Niebiańska myzuka
Zawsze się śmieje
Zza wielkiej wody
|