Miłość jest piękna dla każdego, kto ma piękną duszę.
Kategorie: Wszystkie | Tomek | życie
RSS
środa, 06 stycznia 2010
Poświątecznie

Wróciłam do Warszawy. Dużo pracy, projektów, egzaminów, praca licencjacka, która powinna mieć już jakikolwiek kształt, a niestety jeszcze nie ma. 

Coraz więcej wątpliwości z wyjazdem na Campa do stanów. Bo obrona, bo składanie papierów na drugie studia, nie wiem czy to da się pogodzić... Ale nie rezygnuje, chce tam jechać.

Ale tak dla równowagi znów pojawił się w moim życiu pewien Ktoś. Nic więcej nie powiem, żeby nie zapeszyć.

środa, 23 grudnia 2009

Święta jeszcze się nie zaczęły a ja już mam ich dość...

No nie mogę jakoś, po prostu nie mogę. 

Myślałam, że z czasem będa wyglądały inaczej, ale z każdym rokiem wydaje mi się, że jest tylko gorzej.

Wam, zaglądajacym tu (jeśli w ogóle jeszcze jesteście... :P) wesołych świąt!

sobota, 19 grudnia 2009
Toast!
Dziś skończyłbyś 27 lat.

A dla mnie nadal masz 23... U mnie, w twoim wymiarze, świat zastrzymał sie... Nie postarzałeś się, nie jesteś mądrzejszy ani głupszy. Nie masz nowych zmarszczek czy większej łysiny...

Dla mnie jesteś taki sam.

Wrażliwy blondyn o niezwykle niebieskich oczach.

Nie wznoszę dziś toastu za twoje zdrowie.
Ale za to jak żyłeś i jaki byłeś.


sobota, 05 grudnia 2009
Czasem....


Tylko czasem tak bardzo tęsknie aż boli mnie fizycznie...
Tylko czasem, gdy wypije kieliszek wina za dużo, chciałabym żebym to ja, a nie ty...
Tylko czasem myślę, że to wszystko jest tylko na teraz, że później jakimś cudem wrócisz...

Czasem tylko dopada mnie stan, że nie wiem co jest fikcją, a co prawdą...

Tomek, czasem tak mi Ciebie brakuje, że nawet nie umiem nazwać tej tęsknoty...

Czasem po prostu za dużo mam na barkach...





ale to na własne życzenie...

poniedziałek, 23 listopada 2009
Zrobiłam pierwszy krok by spełnić marzenie!

 

Nie spodziewałam się, że podejmowanie tej decyzji i robienie pierwszego w tym celu kroku przypłacę takim napadem paniki, ale no trudno. Życiowy stres i podejmowanie trudnych decyzji zostawiły we mnie jak widać pewne ślady i teraz wychodzi jakie są one głębokie. Nie wiedziałam, że aż tak się tym przejmę. Ale do rzeczy.

Złożyłam wniosek o wyjazd na campamerica!! Nie wiem czy to dobry wybór czy zły, ale na dzień dzisiejszy wydaje mi się najodpowiedniejszy. Może nie będzie mi się podobało, może wyzyskiwanie studentów przypłacę czymś strasznym i życiową depresją, może będę tego żałowała do końca życia, ale trzeba korzystać z życia i łapać okazję póki się ją ma. Decyzja już podjęta i mam nadzieję, że jednak będzie fajnie i wszystko się uda. Jak to mówią, pierwszy krok jest najtrudniejszy, wiec mam nadzieję, że teraz to tylko z górki.

środa, 11 listopada 2009
Nowości.
 
Z nowości:

W weekend miałam gości, którzy przyjechali o weekend za wcześnie. Na szczęśnie nie pojechałam do domu!! Przeorganizowanie wszystkiego w dwie godziny na szczęście udało się. Dziewczyny miały gdzie spać i co jeść, rozrywki też jakieś się znalazły więc mam nadzieję, że nie było źle ;)

Byłam w szoku, że można iść sobie spokojnie ulicą i nagle z dachu może spaść na Ciebie 30kg! Takie ciekawostki zdarzają się w Poznaniu...

Październik był dla mnie miesiącem teatru. Byłam na kilku nowych przedstawieniach przy okazji oprowadzania rodzinki po stolicy, ale również dlatego, że zaczełam pracę w teatrze! Nowo otwarty prywatny warszawski teatr Kamienica to miejsce, gdzie często bywam. Praca świetna, bo sama ustalam sobie dni i od czasu do czasu oglądam spektakle za darmo ;)

Pomału zaczynamy pisanie pracy licencjackiej. Dacie wiare? Bo ja nie mogę uwierzyć, że to już.

Problemy z którymi nie umiem sobie poradzić, po prostu odkładam. Oddalam w czasie z nadzieją, że pewniego dnia już ich nie będzie.

Aha... i od dwóch dni mam 21 lat. Ale w sumie to się cieszę ;)

poniedziałek, 05 października 2009
Po Warszawsku- dupą po piasku.

Znów Warszawa.
Cieszę się, że znów tu jestem, choć przekonuje się, że to chyba nie jest moje miasto. To nie jest moje miejsce w życiu.

Miałam plany, żeby na wakacjach częściej tu bywać, ale jak to z planami. Nie wyszło.

Nie chcę zmarnować tego czasu póki tu jeszcze jestem. Mogę i chcę (przynajmniej na razie ;)) robić dużo więcej niż teraz. Dodatkowe zajęcia, basen, może jakaś dorywcza praca czy staż.
Myślę nad tym i Oby na myśleniu się nie skończyło!!!

Doszłam do wniosku, że  w ogóle nie piszę tutaj o moich bliskich, o osobach z którymi spędzam czas. Pewnie dlatego coraz rzadziej pojawiają się nowe notki. Bo nie mam o czym pisać.
 Postaram się to zmienić.


Czas na rozpakowywanie i sprzątanie gniazda.



niedziela, 20 września 2009
Swoboda.


Nareszcie nauczyliśmy się normalnie rozmawiać naszą trójką.
Nie czuć już skrępowania. Nie chcemy wychodzić z pokoju z byle pretekstem, żeby tylko uciec i nie czuć, że kogoś tam przy stole brakuje. Nie wspominamy w myślach, jak było fajnie, gdy jeszcze niedawno rozmawialiśmy we czwórkę w tym samym miejscu.
Swobodnie czujemy się w swoim towarzystwie, bez wyrzutów sumienia śmiejemy się. Patrzymy sobie w oczy, bez najmniejszego problemu.

Tyle czasu minęło, a my dopiero teraz jesteśmy w tym miejscu.
Ale Grunt, że nareszcie dotarliśmy.


piątek, 11 września 2009
Jest moja prawda, twoja prawda i gówno prawda.

Po przeczytaniu notki na blogu, na który często wchodzę, wróciło do mnie pytanie czy chciałabym stanąć oko w oko z osobą odpowiedzialną za śmierć Tomka.

Praktycznie rzecz biorąc, jest to chyba nie możliwe, bo do tej pory nikt nie został ukarany za to co stało się pamiętnego 5 sierpnia 2006r na dworcu w Katowicach. Ślad był, ale zatarł się gdzieś na drodze ślectwa. W tym wypadku raczej nic już się nie zmieni...

Ale teoretycznie, jakbym spotkała się z tą osobą/osobami? Jak bym zareagowała? Rzuciłabym się na niego z pięściami czy odwróciła zwrok nie chcąc na niego patrzeć? Wykrzyczałabym mu w twarz to wszytko co o nim myślę, wygarnęłabym cały ten koszmar który przeżyłam czy wogle bym się nie odezwała?

Co bym zrobiła gdybym spojrzała mu w oczy?




Wmawiam sobie, że wybaczyłam, że to jest już za mną. Pamiętam, ale to mnie już nie dotyczt.

Ale to gówno prawda.


piątek, 28 sierpnia 2009
I po sierpniu.
Sierpnień minął niewiadomo kiedy.
Przez ten czas nie wydażyło się nic ciekawego po za rannym (hehe po 9 ;)) wstawaniem do redakcji i jednej wycieczki do Lwowa.

Lwów piękny, choć zaniedbany i bardzo biedny. Niektóre kamienice, bliżej starego miasta pięknie odnowione, choć są takie miejsca których wolałoby się nie oglądać.
Syrenki, Wołgi czy też inne prawie przedwojenne samochody na drogach to codzienność. I jaka radość w rodzinie, że jest samochód! Drogi z ogromnymi wyrwami w asfalcie (oni patrzą na to pozytywnie i cieszą, że mają wylany asfalt na głównej drodze...) Mało widzieliśmy przez te dwa dni, ale widać że Lwów to Polskie miasto, ze swoim wspaniałym klimatem i urokiem którego nie powstydziłby się Kraków.
Warto odwiedzić Lwów, choć czasem na granicy stoi się strasznie długo W naszym przypadku 5 godzin....

Bieda wśród Ukrainów aż piszczy. Wynagrodzenie średnio zamorznego człowieka na Ukrainie to koło 400zł, mniej niż 100$.

Po za tym połowe tej sumy wydają na łapówki!. Na Ukrainie da się załatwić dosłownie wszystko! Zależy to tylo od sumy w kopercie. Żeby kupić bilet kolejowy, na to żeby dostać się do dentysty, za wszystko daje się w łapę


Dla Ukrainców Polska jest jak dla nas Ameryka. Inny świat.

Jak na XXIw i organizację euro 2012 za trzy lata to dość słabo.

Tym czasem kilka zdjęć


kamienica w centrum miasta







Samochód jak marzenie.

środa, 05 sierpnia 2009
5 sierpnia po raz trzeci.


Trzy lata temu, przeżyłam koszmar z którego tak naprawdę do dziś porządnie się nie otrząsnełam.

Żyje, bo żyć trzeba. Musze, bo jakby inaczej. Dbam o rodziców, o siebie, swoją przyszłość, ale Tomka śmierć jest zawsze dwa kroki za mną. Co by się nie działo, myślę i wyobrażam sobie jakby to było jakbyś był... Jakbyś żył Tomek.

W tym roku sama w sobie zupełnie inaczaj przeżywam tą rocznicę. Od kilku dni myślami jestem trzy lata do tyłu. Godzina za godziną przypominam sobie ostatni telefon. Boże, jak ja się cieszyłam, że za chwilę Cię zobaczę.


Zniknąć na jeden dzień....

Wymazać z kalendarza.
Żeby 5 sierpnia nie istniał. Nigdy więcej.
niedziela, 26 lipca 2009
Dzień za dniem


Odpoczełam już psychicznie i fizycznie. Mogłabym znów gdzieś ruszyć cztery litery, ale teraz nie na to czas...


Może w połowie sierpnia uda mi się wyrwać z Zamościa na kilka dni...

W sumie wszystko po staremu.
Jedna sprawa ma się troszkę gorzej i chyba pewnie rzeczy już za mną, ale o dziwo nie przyjęłam tego z wielką pustką w sercu. Tak chyba musiało być.


Codziennie rano ganiam do redakcji i nawet mi się to podoba!


Muszę wkońcu zrobić badania krwi... Nie wiem czemu nie mogę się za to zabrać...



Pomału udoskonalam moje marzenia i planuje następne wakacje. Jest co planować... Układam w głowie,  kombinuje skąd wziąć na to kasę i cieszę się samą myślą o tym, że to może być prawdziwe... Mam nadzieję, że wyprawa za wielką wodę z czasem będzie się urzeczywistniała, a pozostawała jedynie w formie marzeń w mojej głowie.


5 sieprnia zbliża sie wielkimi krokami...

piątek, 10 lipca 2009
Śmierć najmocniej boli, gdy przychodzi za wcześnie...



Bo najgorsze, gdy niespodziewanie odchodzą młodzi ludzie. Zaburza to cały rytm funkcjonowania. Całkowicie wbrew naturze człowieka...

Znałyśmy się długo z widzenia, ale nigdy nie miałyśmy większego kontaktu...
Jej brat przyjaźnił się z moim bratem, pewnie dlatego gdy zmarł Tomek, zaczeła mnie unikać i przestałyśmy ze sobą rozmawiać...


Teraz ja spotykając jej brata na ulicy, nie będę wiedziała jak się zachować. I mimo, że powinnam wiedzieć, to nie mam pojęcia....


poniedziałek, 29 czerwca 2009
Pooolska! Biało-czerwoni!

Moja twarz przypomina Narodową Flagę Polski.

Bo jak się leży na plaży w Mielnie i cieszy się, że wcale nie jest tak gorąco, że leży się że wietrzyk fajnie chłodzi to na pewno i to NA PEWNO się nie opale, ba! tym bardziej na twarzy!!!! Okularki przeciwsłoneczne na nosie, zero balsamu do opalania, książka do czytania na kolanach... No po prostu żyć nie umierać!

Jakby głupota umiała fruwać byłabym na co najmniej kilkunastym piętrze....

Szykuje się długa noc....

wtorek, 02 czerwca 2009
This is it.

Jutro kino.
Czwartek egzamin, ostatnie wpisy i wielkie pakowanie.
Piątek po południu jazda do domu! Do Zamościa! ;)

Tato jest na urlopie więc wsiądzie w srebrną strzałę i przyjedzie po mnie i cały ten majdan do zabrania. Pierwszy raz zaszczyci mnie swoją obecnością w Warszawie. Aż dwa lata musiałam czekać na ten dzień... ;)


Tak.... Dwa lata studiów już za mną.... Zdumiewające!!


Przez ten czas poczułam co to znaczy samodzielność i odpowiedzialność za siebie. Poznałam kilka fantastycznych osób, z którymi przeprowadziłam wiele ciekawych dyskusji i bezsensownych konwersacji. Śmiałam się z nimi do łez i debilnych żartów. Chodziłam z nimi nocą po Warszawie jedząc kebaby i korzytając z uroków mieszkania w stolicy. Przeczytałam kilkadziesiąt książek, które mimo, że mnie nie zachwyciły, to na pewno zmusiły do myślenia i zmiany światopoglądu. Przeleżałam kilkanaście bezsennych nocy słuchając muzyki, wspominając i dręcząc się wyrzutami sumienia. Obejrzałam z setke filmów, przy których płakałam w duchu i śmiałam się w głos. Wipiłam kilkadziesiąt win zaliczając przy tym tylko dwa bóle głowy! Przeprowadziłam całą masę ciekawych rozmów, dzięki którym wiem więcej i więcej rozumiem. Nauczyłam się wielu ciekawych rzeczy. Zachwycałam się nowopoznanymi piosenkami, nutami które zawszę będą kojarzyły mi się z osobami, miejsami i studiami w Warszawie. Nie zliczę ile litrów kawy wypiłam w tym czasie....

***

Poznałam jedną wyjątkową osobę, dzięki której Warszawa w ciągu wakacji będzie mnie gościła częściej niż rok temu...



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20